Przemyślenia

poniedziałek, 15.sierpnia.2011, 21:13
Dzisiaj będąc w kościele, zaczęłam się zastanawiać co ja robię ze swoim życiem. Wiem, może i nie jest to odpowiednie miejsce, ale samowolnie podczas mszy mnie takie myśli nachodzą i myślę o czymkolwiek innym. Takie cotygodniowe przemyślenia egzystencjalne, na pewno jeszcze ktoś tak ma. 
Wracając do tematu, muszę coś poruszyć w moim życiu, bo wydaje mi się zbyt monotonne. I nie chodzi o to, że nie mam żadnych planów na przyszłość czy coś, bo w mojej głowie aż się roi od pomysłów. Oczywiście, mam marzenia, jedne bardziej wykonalne, inne mniej, jednak nie mam żadnej motywacji aby coś się zmieniło. Odkładam niektóre z nich na później, aż w końcu okaże się, że jest za późno i będę już za stara np. na podróż dookoła świata. Coś mnie blokuje, bardzo chciałabym, ale jednak ciężko się zabrać za coś konkretnego. Utknęłam w miejscu i nie mogę pójść ani kroku dalej. Te całe plany i marzenia, one sobie gdzieś tam są i kiełkują, ale czy będą w stanie urosnąć na tyle, żeby przebić się przez tą całą blokadę? Ja po prostu zaczynam za dużo rzeczy na raz i ich nie kończę. Myślę sobie: Nauczyłabym się włoskiego! Kupiłam nawet książkę do nauki. I co? I nic. Książka stoi ładnie na półce obok słownika do hiszpańskiego, może przekartkowanego parę razy i czeka na swoją kolej.
Naprawdę nie wiem co się ze mną dzieje. Muszę się w końcu zmotywować i zacząć żyć pełnią życia, a nie tylko na pół gwizdka. Takie postanowienie na nowy rok (akademicki).
Dziękuję za uwagę.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
huria Huriaponiedziałek, 15.sierpnia.2011, 21:38
193.19.122.108

Może powinnaś wybrać sobie jakiś jeden cel, a nie kilka na raz. Wtedy może jakoś Ci wyjdzie. Jeżeli zabierzesz się do czegoś raz,a porządnie, będziesz systematyczna to twoje plany w przyszłości mogą się ziścić.
A co do przemyśleń w kościele. Też czasem takowe mniewam, ale staram się je zagłuszać, żeby wysłuchać do końca homilii, kiedy to najczęściej zaczynają krążyć w mojej głowie wnioski, co do mojego życia.